Park Żeromskiego

Wszyscy wiemy, jak wygląda Park Żeromskiego w czasach współczesnych. Lecz odkrycie jego prawdziwej istoty wymaga cofnięcia się w czasie do XIX wieku, kiedy rozgrywały się tu ważne wydarzenia dla naszej historii.

Górka, którą niegdyś upodobali sobie saneczkarze, to nie zwyczajne wzniesienie, jakich wiele. Dawniej służyła ona jako obwałowanie Fortu Sokolnickiego. Spróbujmy sobie wyobrazić, co działo się w tym miejscu 150 lat temu. Polska pod zaborami, nad Warszawą sprawuje władzę car rosyjski. Wybucha Powstanie Listopadowe, które – choć przegrane przez Polaków – zapewne odbiera carowi poczucie bezpieczeństwa. Dlatego każe wybudować Cytadelę, potężną twierdzę, z której zaborcy mogliby się bronić przed ewentualnymi wrogami. Żeby była jeszcze trudniejsza do zdobycia, mają przed nią powstać trzy forty: Siergiej, Alieksiej i Władimir. Teren obejmujący budowę nie jest bynajmniej pustym polem. W tych okolicach mają swoje wille mieszkańcy przedmieść Warszawy. Jednak to nie obchodzi zaborców – ludzie muszą się pożegnać z domami, które zostają wyburzone, i przeprowadzić się w inne miejsce, co na pewno stanowi dla nich osobisty dramat. Jak wiele zapomnianych historii może kryć ten niewinnie wyglądający fort, który dziś jest atrakcją Parku Żeromskiego… Jedyny, który przetrwał do dziś, nazwany przez Rosjan Siergiej, a później obdarzony imieniem Michała Sokolnickiego, generała zasłużonego m. in. w Legionach Polskich i wojnach napoleońskich.

Inny obraz z przeszłości: Powstanie Styczniowe kończy się klęską. Cytadela zamienia się w straszliwe więzienie, w którym skazani nie tylko są przetrzymywani, ale także ponoszą śmierć. Mimo to więźniów przybywa tak szybko, że nie starcza dla nich miejsca, dlatego są transportowani do fortów. Musiało to być bardzo ponure miejsce. Aż nie chce się wierzyć, patrząc na nie współcześnie.

Polska odzyskuje niepodległość. W Forcie Sokolnickiego nie ma już skazańców, lecz urzędnicy –  służy on jako siedziba publicznej instytucji. Ten spokój nie trwa długo. Podczas II wojny światowej burzą go odgłosy strzałów – na terenie parku stoi działo przeciwlotnicze, broniące nieba nad całym Żoliborzem.  W czasie Powstania Warszawskiego grube mury fortu znów są świadkiem ludzkich cierpień – znajduje się tam szpital polowy oddziałów Żywiciela. W latach PRL-u fort wypełniają stosy dokumentów – mieszczą się tam wojskowe magazyny archiwalne. Dopiero w 2003r. władze miasta wykupują zabytkową budowlę od Agencji Mienia Wojskowego.

To losy fortu, a co z parkiem? Otóż pomysł jego założenia powstał w dwudziestoleciu międzywojennym. Okoliczny krajobraz pozostawiał wówczas wiele do życzenia. Projektanci Cytadeli nie zadbali o otoczenie jej jakąkolwiek roślinnością, toteż tereny wokół niej przypominały pustynię. Mieszkańcy w takiej sytuacji czuli się niekomfortowo, coraz częściej sami sadzili drzewa. Ta czynność urosła do rangi uroczystości, w 1929r. wzięli w niej nawet udział przedstawiciele władz i inne osoby na wysokich stanowiskach. Stąd już tylko mały krok do założenia parku. Inicjatywa wyszła od Towarzystwa Przyjaciół Żoliborza, którego członkom udało się latem 1930 roku  doprowadzić do rozpoczęcia prac według projektu Leona Danielewicza i Stanisława Zadora Życieńskiego. Z pewnością robotnicy musieli się porządnie natrudzić, żeby uporządkować teren, zasypać fosę, a wreszcie – posadzić dziesiątki drzew i krzewów ozdobnych. Efekty ich pracy warszawiacy podziwiali od 1933r., gdy park został oddany do użytku. Podobnie jak dzisiaj otaczało go ogrodzenie, którego bramy zamykano na noc. W zimowe dni każdy mógł spróbować swoich sił w jeździe na łyżwach, bo na jego terenie organizowano lodowisko. W 1936r. przy głównym wejściu stanęła fontanna z rzeźbą Henryka Kuny „Dziewczyna z dzbanem”, która gestem dłoni zachęca spacerowiczów do przybycia. Swoją drogą ciekawe, dlaczego wybrano akurat tę rzeźbę. Niektórzy twierdzą, że to Alina z „Balladyny” Juliusza Słowackiego, która wybiera się z dzbanem na zrywanie malin. Kto wie, może przed wojną znalazłby się w parku jakiś zapomniany krzew z tymi owocami…

Można się domyśleć, że po wojnie to miejsce straciło wiele ze swego uroku. Początkowy entuzjazm znacznie osłabł, zaniedbano pielęgnację drzew i krzewów, a w latach 60. ktoś pokusił się o kradzież ogrodzenia, więc potencjalnym wandalom nic już nie przeszkadzało w niszczeniu parku. Na renowację oczywiście brakowało pieniędzy, więc przez długi czas sytuacja nie uległa zmianie – nawet po wpisaniu parku do rejestru zabytków w 1980r. Aż wreszcie nadszedł rok 2005, a wraz z nim wielka modernizacja, na którą przeznaczono aż 7 mln zł. Pozmieniało się wiele: ani śladu po zaniedbanych roślinach, nowe alejki, wszystko porządne i schludne, ładniejsze ławki i latarnie, znakomicie wyposażony plac zabaw. Teraz to prawdziwa wizytówka Żoliborza. Powstanie w tym miejscu parku o celach rekreacyjnych pomogło przełamać stereotypy patosu i powagi, które wiążą się zwykle z miejscami pamięci.

Autor: Młodzi dla Żoliborza